[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zwracam równocześnie uwagę, że poza XIV brak w willi rzeczonego arcy-266 kapłana jakiegokolwiek z numerowanych od czasu, gdy XV został odwołany do pałacuAntypasa, a L zdradził.W wypadku, gdyby XIV nie był zdolny do wykonania zadańlub gdyby jego milczenie miało się przeciągać, bylibyśmy odcięci od informacji, cosię dzieje w pałacu arcykapłańskim oraz co jest treścią rozmów samego arcykapłanaz Farorasem.Trasyllos odkłada papirus, po czym pisze na innym skrawku: Dodatkowe obstawienie willi Kajfasza zbędne, jak również wszelkie oficjalne kro-ki wobec Farorasa do chwili, kiedy wydane zostaną odpowiednie polecenia.Co się tyczyXIV  czekać.Sytuację uważam za normalną.Dopisek: Dla zbadania sytuacji w pałacu arcykapłańskim wysyłam XXVIII. Setnikowi numerowanych  mówi do żołnierza.Zgrzyt butów o mozaikę po-sadzki.Klaśnięcie w ręce.Wchodzi sekretarz urzędników obu stopni, Aramejczyk ten sam, który zazwyczaj stenografuje przesłuchania.Trasyllos dopisując u góry raportu, który przesłał mu XLI:267  Szlachetnemu Hegezynosowi, urzędnikowi pierwszego stopnia.Nie uznałem zastosowne zwiększenie liczby śledzących willę K.  wręcza papirus sekretarzowi, któ-ry idzie z nim do sąsiedniej sali.* * *%7łołnierze schodzący po stopniach na plac przed fortem i wchodzący znów po scho-dach są w swoich pancerzach z nagolennikami i w hełmach, jak wąż o żelaznych łu-skach, w których migoce światło.Wszyscy mają mniej więcej ten sam wzrost i podobny,dość bezmyślny wyraz twarzy.Ich kroki są miarowe, a ruchy znamionują długotrwałątresurę, w której ludzkie czynności stają się automatyczne.Komuś, kto patrzy na nichz pewnej odległości, przypominać mogliby lalki ze sprężyną wewnątrz poruszające sięmechanicznie.Ten ktoś siedzi za filarem portyku i czeka, by żołnierz, który wchodziteraz schodami i zaraz zejdzie, dał mu znak dla innych niedostrzegalny.Będzie nimnagła nieprawidłowość w działaniu mechanizmu: dotknie podpaski pod brodą.Będzieto znak, że jest jednak istotą żywą o bardziej dowolnych niż u zwykłej zabawki od-268 ruchach, zarazem dla tego, co siedzi co dzień pod portykiem znak, że są wiadomościz fortu Antonia.Wczoraj podpaska była dobrze osadzona na brodzie i żołnierz nie potrzebował jejpoprawiać, ale dziś legionista, ani chwilę nie przestając patrzeć przed siebie swoim nie-ruchomym wzrokiem lalki sięga dłonią do paska.Jest to ruch błyskawiczny, po którymnastępuje opuszczenie ręki i jej ruch wahadłowy.Zszedł już w dół i znalazł się w miej-scu, gdzie w linii prostej jest do portyku najbliżej.W tym momencie, lecz ani chwilęwcześniej lub pózniej, zanim nadejdzie następny wartownik, człowiek pod portykiemtrąca psa.Niepozorne, małe stworzenie węsząc po ziemi nie dobiega do węża maszeru-jących, lecz w podskokach zawraca, jak gdyby się bawiąc.%7łebrak o oczodołach ziejących czerwienią, siedzący pod portykiem, głaszcze psa,wyjmując mu z pyska mały zwitek, potem wkłada swój chałat pod którym leżał, po-zornie drzemiąc, i idzie prowadzony przez psinę, niepewnie stukając o kamienie laską,w stronę portyku Salomona i dalej w stronę miasta.269 * * *W kilka chwil pózniej w wąskim, ciemnawym przejściu wychodzącym na we-wnętrzną stronę murów i niszę, w której leży śpiąc skulony człowiek.Zlepiec wciąż idącwolnym, niepewnym krokiem, trąca leżącego laską.Tamten podnosi się i obaj wchodząw niszę, gdzie zasłania ich ciemność.Zlepiec zrzuca chałat, siwą kudłatą brodę i pla-stry z oczu, które nalepia sobie tamten.Oddaje mu laskę i psa.Po chwili wychodziz niszy w samej przepasce na biodrach, idzie pewnym swobodnym krokiem.Znalazłszysię za rogiem muru, wchodzi w przejście tworzące skrót pomiędzy ulicami, w podwó-rze wąskie, zaśmiecone słomą i odchodami oślimi.Przeskakuje murek i dopiero wtedyzaczyna biec.* * *W tym samym czasie willa Kajfasza.Furtka w murze uchyla się i wchodzi ktoś,na kogo już czekają dwaj ludzie z latarniami.Prowadzą go przez ogród.Równocześniezaś sala, gdzie na poduszce oparty o ścianę siedzi Kajfasz.W świetle płomienia trój-nogu z żarzącymi się węglami twarz Kajfasza staje się jeszcze bardziej wyrazista niż270 zazwyczaj; nos jeszcze bardziej ciężki, usta grubsze.Kajfasz wydaje się własną kary-katurą.Niebieskawo wodniste oczy patrzą przed siebie z wyrazem spokojnym, lecz tę-pawym.Równocześnie płomień trójnoga utrzymuje w głębokim cieniu pozostałą częśćsali.Gdyby nie to, wchodzący właśnie człowiek mógłby spostrzec, że kotara zawieszo-na w kącie sali drży jeszcze.Mógłby wysnuć stąd wniosek, że ukrył się za nią ktoś, ktonie chce być widziany, że ten ktoś dopiero co tam wszedł.Kajfasz wstaje.Ruchy ma powolne, majestatyczne, głos o brzmieniu wystudiowa-nym, głęboki, miękki.Wyciąga ręce, może zbyt tłuste, w grubych pierścieniach.Jestmoże zbyt majestatyczny.Wynika to stąd  jak go ocenia wchodzący  że wciąż pa-mięta o swojej godności arcykapłana i w swoim przekonaniu jest człowiekiem wielkim.Dobrze więc  myśli  postaramy się tę cechę wykorzystać. Witaj, Farorasie  mówi Kajfasz, myśląc równocześnie, że już za chwilę powin-ny paść propozycje.Ma w pamięci zalecenia Ananiasza.Zapisał je sobie na pergaminowym zwitku, naktóry spojrzał jeszcze raz przed wejściem Farorasa.Kajfasz myśli równie powoli, jakgruntownie.Chodzi o to, by ukształtować w sobie pogląd czy wytyczną postępowania,271 której nic już nie będzie w stanie zmącić ani zmienić.Ananiasz wie o tym, toteż zapisałmu na zwitku dwa zdania:  Odrzucić propozycje.Nie zrażać Farorasa.Wie równo-cześnie, że Kajfasz pozbawiony szybkiej orientacji może, gdy zakorzenią się w nim tewytyczne, popełnić błąd w jakiejś nagłej, nieprzewidzianej sytuacji.Ananiasz zaaranżo-wał całe to spotkanie i przewiduje kierunek propozycji Farorasa [ Pobierz całość w formacie PDF ]
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • centka.pev.pl
  •